Poznaliśmy się w zeszłą sobotę. Właśnie przeprowadziliśmy poważną rozmowę, gdzie jak zwykle się okazało, że nie znam się na ludziach. Dopiero po niej zaczęłam z niego czytać prawie jak z otwartej książki.
8 lat różnicy. Sam do końca nie wie czego chce. Ja właściwie też nie. Wydaje mi się, że wiem. Na pewno wiem, że chcę być szczęśliwa.
"Nie jest facetem dla mnie". Bo inne oczekiwania. Bo ja "mam" oczekiwania.
Sama nie wiem jakie są moje oczekiwania oprócz tego żeby ktoś był.
Po tej rozmowe moje nastawienie wróciło do stanu z momentu kiedy się poznaliśmy. Zero oczekiwań, pewnie i tak nie wypali.
Ale chcę się spotykać tak jak do tej pory. Bez oczekiwań i spiny. Coś wyjdzie - spoko. Posypie się bardziej - spoko.
Inne "zasady" i opcje - do omówienia.
Trochę żałuję, ale podświadomie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji.
Translate
piątek, 20 września 2013
piątek, 9 sierpnia 2013
Note to Self #1
Pora zagłębić się bardziej w literaturę amerykańską. Wypadałoby w końcu. Robię listę książek to zaliczenia prędzej czy później, mniej lub bardziej klasyczne. Gdyby ktoś miał jakieś opinie na temat któregoś tytułu, nie krępować się - pisać. Nie obchodzi mnie zdanie na temat filmów ;) Lista stopniowo będzie rosła, a może nie być tego teraz zbyt dużo, bo część tytułów już znam.
1. Tim O'Brien - Going After Cacciato ("W pogoni za Cacciatem")
2. Theodore Dreiser - Sister Carrie ("Siostra Carrie")
3. Nancy H. Kleinbaum - Dead Poets Society ("Stowarzyszenie umarłych poetów")
4. Joseph Heller - Catch 22 ("Paragraf 22")
5. William S. Burroughs - Naked Lunch ("Nagi lunch")
6. William Faulkner - Light In August ("Światłość w sierpniu")
7. Herman Melville - Moby Dick
8. F. Scott Fitzgerald - Tender Is the Night ("Czuła jest noc")
9. John Updike - Couples ("Pary")
1. Tim O'Brien - Going After Cacciato ("W pogoni za Cacciatem")
2. Theodore Dreiser - Sister Carrie ("Siostra Carrie")
3. Nancy H. Kleinbaum - Dead Poets Society ("Stowarzyszenie umarłych poetów")
4. Joseph Heller - Catch 22 ("Paragraf 22")
5. William S. Burroughs - Naked Lunch ("Nagi lunch")
6. William Faulkner - Light In August ("Światłość w sierpniu")
7. Herman Melville - Moby Dick
9. John Updike - Couples ("Pary")
wtorek, 30 lipca 2013
untitled #6
Wiecie co? Muszę zrobić z tego bloga coś produktywnego. Nie, nie planuję kariery blogerki ale czas zamknąć tamten etap definitywnie. W sensie, nie wiem, jakoś strasznie tu smutno, nie chcę tego. Nie da się niestety ukryć części archiwum, a chyba nie chcę mimo wszystko kasować tych starych postów. Rozważam założenie drugiego bloga, żeby móc temu pozwolić spokojnie uschnąć...
piątek, 12 lipca 2013
Good Times Bad Times
Kurde.
Wróciłam do domu (w sensie, do rodzinnego miasta) na wakacje. Dzisiaj w poczekalni u dentysty wpadłam na znajomą mojej mamy, kosmetyczkę. Rozmawiałyśmy trochę o wyjeździe z miasta, o tym jak to my, młodzi ludzie nie wracamy po studiach do naszego małego miasta. Ona mówiła o swojej siostrzenicy, ja o sobie. W pewnym momencie padło pytanie "a jakiś chłopak jest?".
Z jednej strony, to co cię to obchodzi?
Z drugiej strony, poczułam się źle, żeby nie powiedzieć głupio.
Właściwie to dlaczego? Czasy, kiedy trzeba było wyjść za mąż do pewnego wieku żeby nie zostać "starą panną" dawno minęły (czy o czymś nie wiem?).
Odpowiedziałam na to pytanie "Był ale się zmył" jakbym chciała się wytłumaczyć. Chociaż akurat to nie zabrzmiało najlepiej, bo jakby sam odszedł. (Co w sumie jest prawdą ale nieważne w tym momencie.)
Poważnie, zastanawiam się cały czas dlaczego poczułam się źle. Bo poczułam, że może coś jest jednak ze mną nie tak? No przecież prędzej czy później przyjdzie a jak nie to co ja poradzę? Przecież to nie jest mój wybór. Mam szacunek do siebie (i innych też) i nie wiążę się z pierwszym napotkanym facetem, który na mnie leci, tylko po to żeby z kimś być.
Więc dlaczego kurde poczułam się źle? I to właściwie po raz pierwszy?
Zegar tyka?
Wróciłam do domu (w sensie, do rodzinnego miasta) na wakacje. Dzisiaj w poczekalni u dentysty wpadłam na znajomą mojej mamy, kosmetyczkę. Rozmawiałyśmy trochę o wyjeździe z miasta, o tym jak to my, młodzi ludzie nie wracamy po studiach do naszego małego miasta. Ona mówiła o swojej siostrzenicy, ja o sobie. W pewnym momencie padło pytanie "a jakiś chłopak jest?".
Z jednej strony, to co cię to obchodzi?
Z drugiej strony, poczułam się źle, żeby nie powiedzieć głupio.
Właściwie to dlaczego? Czasy, kiedy trzeba było wyjść za mąż do pewnego wieku żeby nie zostać "starą panną" dawno minęły (czy o czymś nie wiem?).
Odpowiedziałam na to pytanie "Był ale się zmył" jakbym chciała się wytłumaczyć. Chociaż akurat to nie zabrzmiało najlepiej, bo jakby sam odszedł. (Co w sumie jest prawdą ale nieważne w tym momencie.)
Poważnie, zastanawiam się cały czas dlaczego poczułam się źle. Bo poczułam, że może coś jest jednak ze mną nie tak? No przecież prędzej czy później przyjdzie a jak nie to co ja poradzę? Przecież to nie jest mój wybór. Mam szacunek do siebie (i innych też) i nie wiążę się z pierwszym napotkanym facetem, który na mnie leci, tylko po to żeby z kimś być.
Więc dlaczego kurde poczułam się źle? I to właściwie po raz pierwszy?
Zegar tyka?
niedziela, 30 czerwca 2013
The game played right
Ok, mam dosyć tych gierek.
Nienawidzę kiedy ktoś nie potrafi się określić, wysyła niejasne sygnały, owija w bawełnę, nie mówi wprost o co mu chodzi...
Mogę się tylko domyślać, że chodzi Ci tylko o jednorazową przygodę, chociaż jak na takie "marzenie" jesteś dosyć wytrwały.
To tylko ja, głupia i naiwna wmawiałam sobie, że może jednak chodzi o coś więcej.
Ok, nie rozmawiamy na fb, bo to w gruncie rzeczy głupie, też tego nie lubię. Nie smsujemy, nie dzwonimy.. Ok, jestem w stanie to zrozumieć.
Dobra, pierwszą propozycje spotkania na kawę to ja skopałam, zapominając o ulubionej zasadzie "nie komplikuj".
Jedno spotkanie nam wyszło ale dlatego, że było sporo wolnego i było dość spontaniczne. To wtedy dotarło do mnie, że nasze intencje chyba jednak mocno się różnią...
Mieliśmy się spotkać, omawialiśmy to wstępnie gdy byłeś w pracy i nawet znalazłeś chwilę, żeby mi odpisać. Wtedy zresztą, nie zapraszałeś mnie do siebie, mieliśmy pójść "w teren".
Ciągle pracujesz, ciągle nie masz czasu. Już dwa razy spotkania nie wyszły bo "nie zdążyłeś/nie dałeś rady/itd"
Przez prawie 24h nie zwracałeś uwagi na telefon? Nie proponujesz spotkania tak po prostu?
Sorry, skarbie, nie będziemy się w ten sposób bawić...
Nienawidzę kiedy ktoś nie potrafi się określić, wysyła niejasne sygnały, owija w bawełnę, nie mówi wprost o co mu chodzi...
Mogę się tylko domyślać, że chodzi Ci tylko o jednorazową przygodę, chociaż jak na takie "marzenie" jesteś dosyć wytrwały.
To tylko ja, głupia i naiwna wmawiałam sobie, że może jednak chodzi o coś więcej.
Ok, nie rozmawiamy na fb, bo to w gruncie rzeczy głupie, też tego nie lubię. Nie smsujemy, nie dzwonimy.. Ok, jestem w stanie to zrozumieć.
Dobra, pierwszą propozycje spotkania na kawę to ja skopałam, zapominając o ulubionej zasadzie "nie komplikuj".
Jedno spotkanie nam wyszło ale dlatego, że było sporo wolnego i było dość spontaniczne. To wtedy dotarło do mnie, że nasze intencje chyba jednak mocno się różnią...
Mieliśmy się spotkać, omawialiśmy to wstępnie gdy byłeś w pracy i nawet znalazłeś chwilę, żeby mi odpisać. Wtedy zresztą, nie zapraszałeś mnie do siebie, mieliśmy pójść "w teren".
Ciągle pracujesz, ciągle nie masz czasu. Już dwa razy spotkania nie wyszły bo "nie zdążyłeś/nie dałeś rady/itd"
Przez prawie 24h nie zwracałeś uwagi na telefon? Nie proponujesz spotkania tak po prostu?
Sorry, skarbie, nie będziemy się w ten sposób bawić...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)